RSS
poniedziałek, 02 marca 2015
Zmiany

Moi Drodzy,

czas na zmiany, do których skłonił mnie sam portal www.blox.pl Ciągłe problemy z logowaniem, "zjadane" wpisy itp. zmusiły mnie do zmiany platformy  - zparaszam teraz tutaj

11:05, guzikowianka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lutego 2015
Dobre wychowanie

Dzisiaj inspiracją był ten tekst. Jego autorka z właściwą sobie dozą ironii wymienia 10 rzeczy, których nie nauczyli jej rodzice. Ciekawe, prawda? Zazwyczaj na blogach, w felietonach czy wywiadach ludzie piszą i mówią o tym, czego rodzice ich nauczyli, co wynieśli z domu. Tym razem jest odwrotnie - czego autorce brakuje w dorosłym życiu? Czego jej rodzice nie dali? Mówiąc w skrócie - chamstwa, bezczelności, jaskrawej przebojowości i parcia po trupach do celu. Nie przekazali jej tych jakże ważnych umiejętności, bez których w dzisiejszym świecie nie można sobie poradzić. I jak ona biedna teraz funkcjonuje? No cóż, pozwolę sobie na przypuszczenie, że całkiem nieźle. Jest znaną blogerką - może nawet opiniotwórczą sądząc po ilości odwiedzin/komentarzy do postów. Szcześliwą matką - dwójki dzieci (ciekawe jakie wartości im przekazuje). Nie wiem, kim jeszcze jest - nie znam jej osobiście. Śmiem jednak twierdzić, że szczęśliwym człowiekiem. Może dzięki rodzicom i wartościom, które jej przekazali?

Moi rodzice wychowali mnie i brata podobnie jak autorkę wpisu. Nie mam im tego za złe. Owszem, wejście w nowy obcy świat i zdarzenie z rzeczywistością były bolesne. Wiele zachowań i sytuacji było dla mnie zaskakujących. Ale chyba na tym właśnie polega życie i dorosłość. Żeby uczyć się zachowań, dostosowywać do sytuacji i przewidywać. 

18:34, guzikowianka
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 lutego 2015
Na biało-czerwono

Dzisiaj będzie trochę patetycznie. Czy ktoś Was kiedyś zapytał, czy jesteście patriotami? Można się obruszyć i powiedzieć: "Co za pytanie?!? Oczywiście!" Tak pewnie powiedziałaby większość. Bo jak odpowiedzieć inaczej? - "Nie, nie jestem. Nienawidzę tego kraju." Jakoś ciężko. Ale jeśli już deklarujemy się jako patrioci, co dla nas znaczy ten patriotyzm? Czy to duma z polskich sportowców, gdy zdobywają złote medale? Czy radość, że polski film dostał najważniejszą nagrodę filmową? A może pójście na wybory w poczuciu obowiązku i odpowiedzialności za przyszłość kraju?

Nikt nigdy nie zapytał mnie, czy jestem patriotą. Nigdy też sama nie odpowiadałam sobie na to pytanie. Ta wiedza, a raczej świadomość przyszła sama wraz z życiowymi doświadczeniami. To już dzieje się samo, że na dźwięk Mazurka Dąbrowskiego kładę rękę na sercu. Że flaga biało-czerwona to dla mnie świętość, równa symbolom religijnym. Że czułam taki dziwny ucisk w gardle, gdy w samym środku czarnej Afryki zobaczyłam w sklepie krówki z etykietką "made in Poland". Chyba jestem patriotą. Chyba. Bo nie wiem, czy miałabym w sobie tyle odwagi, żeby z karabinem w ręku walczyć za swój kraj jak młodzi Ukraińcy. Nie wiem, czy starczyłoby determinacji jak nastolatkom z Izraela, które z dumą odbywają obowiązkową służbę wojskową. Nie wiem. A wokół tyle się dzieje…Może czas odpowiedzieć sobie na to pytanie.

20:15, guzikowianka
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lutego 2015
Młodość - pojęcie względne

Ludowa mądrość mówi: „Masz tyle lat, na ile się czujesz”, a kolejna, że można być „młodym duchem”. I tego można się trzymać. Chociaż, ostatnio wbiła mnie w fotel wypowiedź pewnej pani przeczytana w kobiecej prasie. Zaczynała się od słów: „Jestem już po 30tce ale wciąż młoda duchem”. Załamałam się. Tak, ja wiem, że komórki mięśniowe zaczynają zanikać po 25 roku życia. Że po 30 urodzinach spowalnia metabolizm i coraz trudniej przeprowadzić skuteczny proces redukcji wagi ale żeby aż tak????? Naprawdę się przeraziłam. Trzydzieści lat mam już od jakiegoś czasu. Przyznam, fakt nie posiadania dzieci i wynikających z tego zobowiązań wpływa odmładzająco na moją psychikę ale koleżanki ze szkolnej ławy, posiadające potomstwo w wieku szkolny, nie postawiły jeszcze na sobie krzyżyka. O co w takim razie chodzi? To po trzydziestce można już tylko czuć się młodo duchem, a ciałem już nie? Co takiego jest w tej magicznej cyfrze, co nie pozwoliło czuć się młodo autorce wypowiedzi? Nie znalazłam odpowiedzi nawet po dwukrotnym przeczytaniu jej listu. Tym bardzie nie mogę jej znaleźć obserwując moją mamę która po cały tygodniu pracy potrafi zmienić firanki i umyć okna w całym domu czy osiemdziesięcioletnią babcię, która nie może doczekać się wiosny i już teraz przekopuje ogródek. Co one mają powiedzieć?...


 

08:40, guzikowianka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 lutego 2015
Co się stało z Anią Shirley?

Takie pytania zadała ostatnio autorka jednego z czytanych przeze mnie blogów.

 

Zadaje pytanie i szybko znajduje na nie odpowiedź – Ania Shirley zmienia się w Panią Gilbertową Blythe.

Ktoś mógłby protestować i stwierdzić, że przecież zmiana nazwiska czy stanu cywilnego nie wpływają na człowieka. Zgadza się – czasem nie trzeba wychodzić za mąż/żenić się. Wystarczy zakochać się po uszy.

Właśnie obserwuję to stadium zaniku osobowości u pewnej osoby.  Poznałam ją kilka lata temu  i prawie pozazdrościłam: własny biznes, nienormowany czas pracy, pasje (motocykle, fotografia, joga), szalone pomysły (wypad na piknik lotniczy w Czechach, żeby z pola buraków fotografować samoloty) itd…itp.. I nagle – trach – poznała kogoś. Fall in love na całej linii. Sama się cieszyłam, że kogoś poznał, jest szczęśliwa. Minęło kilka miesięcy i ona to już nie ona. Motocykl stoi w garażu, na jogę nie ma czasu (jeśli już, to z Nim), aparat też jakiś mało używany – jeśli już to do uwieczniania rodzinnych spotkań.  Szalone pomysły i spontaniczne wypady? Też nie bardzo – gdy ostatnio zapytałam, czy możemy wpaść, oburzona odpowiedziała, że ma nieposprzątane…..

 

Co się stało z Anią Shirley?....Wyszła za mąż i już nie wróci!


09:34, guzikowianka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 lutego 2015
Rezencja_filmowo

O książce Zygmunta Miłoszewskeigo "Ziarno prawdy" pisałam już tutaj. W samych superlatywach z resztą. Dlatego, gdy tylko jej ekranizacja weszła na ekrany - nie czekałam zbyt długo. Chociaż muszę przyznać, że przy rezerwacji biletów było moment zawahania - a może jednak "Warsaw by night"? Wybrałam jednak kryminał. Nie mogę powiedzieć "I dobrze", bo drugiego firlmu jeszcze nie widziałam i ani porównać, ani ocenić nie mogę. Ale mogę zrecenzować "Ziarno prawdy". 

W skrócie - jestem zadowolona. Film wiernie oddaje fabułę książki. Nieczego nie musimy się domyślać, nic reżyserowi nie umknęło. Oczywiście brakuje kilku scen i bohaterów ale osoba, która książki nie czytałam, niczego nie zauważy. Tym bardziej, że główni bohaterowie są świetnie przedstawiani przez czołowych polskich aktorów - będący obecnie na fali Robert Więckiewicz w roli prokuratora Szackiego czy Jerzy Trela jako książkowy Wilczur są fantastyczni. Nie mogę tego niestety powiedzieć o Agnieszcze Walach ale..to już chyba moja wina, że jej Baśka za bardzo przypomina mnie inną policjantkę z serialu z psem w roli głównej. Ale nie czepiajmy się. Tym bardziej, że poza obsadą są jeszcze plenery - Sandomierz, którego niestety jeszcze nigdy osobiście nie odwiedziłam jest wspaniały. Nie piękny, nie ładny ale wspaniały i na swój sposób kliamtyczny. Jak i cała historia "żydostwem" :) podszyta.

Polecam.

 

11:44, guzikowianka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 lutego 2015
Weekend z jogą

Jak wyobrażacie sobie wydarzenie pt. "Weekend z joga w Siedlisku Ciszy"? Dla ułatwienia dodam, że owe miejsce położnoe jest w Kotlinie Kłodzkiej, na końcu świata, gdzie przy sporych opadach śniegu człowiek jest odcięty do świata. Brzmi wspaniale, prawda? Resztę można sobie tylko dopowiedzieć - bajkowy krajobraz, cisza, spokój, godziny poświęcone relaksacji  i ćwiczeniom. I w tym wszystkim ona - świezo upieczona mama 3-miesięcznego stworzenia. I on - czyli jej mąż i jego tata. Informatyk. Niby wszystko wspaniale. Niby to dziecko leżało na kocu, w kącie sali, nie biegało, nie krzyczało ale... Ona:

 - cały czas zerkaął w stronę kąta komentując poczynania stworzenia

 - gdy stworzenia nie było w sali, bo pozstało z tatusiem, so..w trakcie oznajmiała wszem i wobec, że musi pójść karmić, bo "o, takie już mi się plamy na koszulce zrobiły"

 - jadła wszystko to, co postali jogowicze czyli wszlkiej maści rośliny strączkowe, co jak można się domyślic odbiło się na smopoczuciu stworzenia, a zaskutkowało nieprzespaną nocą innych lokatorów

Tak, wiem - zaraz posypią się na mnie gromy, że jestem nieczuła/zupełnie pozbawiona wrazliwości, że dzieci wspaniałe i przecież Stworzenie mi nie przeszkadzało - bezpośrednio.

Ale mimo wszystko uważam, że:

 - nie muszę chcieć oglądać zaplamionej mlekiem koszulki

 - wyciąganych przy stole, w trakcie posiłku piersi

 - wychodząc z pokoju w gąszczą suszących się pieluch

 

I tak - po raz kolejny - wiem, że mogłam zwrócić na to uwagę, powiedziec, że mi przeszkadza.

I tak zrobiłam. W luźnej rozmowie z jedną z uczestniczek warsztatów - młodą bezdzietną osobą, która....spiorunowała mnie spojrzeniem :)

 

BTW relacja foto z bajkowych krajobrazów już niebawem

 



 

10:31, guzikowianka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 stycznia 2015
Zmiany…?

Koleżanka zmienia pracę. Tak się złożyło, że po trzech miesiącach okresu próbnego nie wynegocjowała oczekiwanej podwyżki. Do tego doszedł "przewrót" w życiu prywatnym i nieoczekiwana oferta pracy z pobliskiego dużego miasta za dwa razy wyższą pensję, na wyższym stanowisku z perspektywami rozwoju. 

Ona szczęśliwa ale nie do końca. Bo wokół narzekania i niewypowiedziane na glos komentarze:

 - jak ona mogła? jak śmiała?!!? pracę jej daliśmy, ciepłą posadę, o której wielu marzy; a tu taka wdzięczność!

 - no nie…znów trzeba będzie przejąć dodatkowe obowiązki…pewnie niekogo na jej miejsce nie znajdą…no i nikt nie przypatrywal się, co ona robi i jak teraz jej obowiązki będziemy realizować?

 - a niech idzie…przekona się, jak jej tam "dobrze" będzie…żeby jej ta zamian bokiem nie wyszła…w sumie…zawsze może tu wrócić…chyba..

A ja taaaak popieram jej niespodziewaną decyzję. Co może spotkać młodą, wykształconą osobę na progu kariery w firmie, gdzie księgowość to dział pomocniczy, a koleżanki z pokoju wcale miłością do cyferek i VATów nie pałają? Popieram ją!!

A jeszcze bardziej jej zazdroszczę. Nie lepszej pracy, wyższych zarobków czy awansu. Zazdroszczę jej nowego - miejsca, ludzi, zadań, wrażeń.

Jestem w tym samy miejscu od ponad roku. Nawet nie wiem, kiedy ten czas przeleciał. Dokładnie - "przeleciał". Nie przeżyłam go intensywnie, nie przyniósł nowych wrażeń, nowych emocji. 

Co dalej?


Tagi: zmiany
11:14, guzikowianka
Link Komentarze (3) »
środa, 14 stycznia 2015
Ona temu winna...

W ostatni weekend miałam okazję być na weselu. Powiedzmy, że służbowo - jako fotograf. Wesele, które było, bo być musiało - takie odniosłam wrażenie. Pierwotnie zaplanowane było na czerwiec ale okazało się, że czerwic to jednak byłoby za późno - panna młoda zaszła w ciążę. Tak więc miał być czerwiec, balowa suknia z trenem, gołąbki, ślub w plenerze, płatki róż i zabawa do samego rano przy kwartecie smyczkowym. A jak było? Był styczeń szarobury bez śniegu, DJ ktory robił wszystko, żeby poderwać niemarawe towarzystwo do tańca, mała sala w małym mieście, czarne wrony na płocie, a róże były tylko w bukiecie, i to pomarańczowe. Do tego panna młoda, która nie została tradycyjnie przeniesiona przez próg (bo to niebezpieczne w jej stanie), nie tańczyła (bo się nie może przemęczać), nie pijąca nawet symblicznej lampki szmpana (bo zaszkodzi). Ogólnie rzecz biorą - panna młoda była bardzo niepocieszona, chociaż dzielnie starała się to ukryć.

W połowie imprezy zaczęłam się zastanawiać, po co ten cały cyrk? Dla czyjego szczęścia i satysfakcji? Niepocieszonej panny młodej? Zdenerwowanych i cały czas znikających rodziców? Pana młodego cały czas uciekającego "na papierosa"? My naprawdę nadal żyjemy w czasach, kiedy najpierw ślub, a później dziecko; a jeśli dziecko w drodze to ślub byle szybko, byle był? Nie wierzę….

20:24, guzikowianka
Link Komentarze (2) »
środa, 07 stycznia 2015
Doszli

Wiceie, co to "kino drogi"? Niezależnie od powszechniej panujacej definicji, dla mnie kino drogi to Tolkien czyli Władca Pierście i inne hobbity. Przez kilka lat dzielnie znosiłam wędrówkę krasnoludów, elfów, hobbitów i innych stworzeń w określonym kierunku. Nie powiem - zdjęcia świetne, ścieżka dźwiękowa też niczego sobie. A że fabuła mało urozmaicona. Co robić -tak bywa. Ale...w koncu doszli. Ba, nawet spektakularnie się pobili (polecam fragment, gdy Legolas ucieka po znikających schodach).

Myślicie, że jeszcze coś powstanie? Bo niby już doszli... :/



 

 

Tagi: hobbit
11:58, guzikowianka
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31